Wpisy z maj, 2008

Obrazek z Dominikany

Okna mojej kuchni wychodzą niemal wprost na zimny Bałtyk. Zimą najczęściej jest tu wietrznie, szaro i ponuro. Właśnie dlatego na jednej ze ścian powiesiłam obrazek - pełen kolorów soczystych owoców, ptaków, zachwycający urodą młodej dziewczyny i chłopca o czekoladowej skórze. Takie wspomnienie przywiozłam z Dominikany leżącej wraz z Haiti na Hispanioli, drugiej co do wielkości wyspie Karaibów.

Akwarela z zatoki Bavaro, 30 x 25 cm
Kto chce zobaczyć prawdziwy raj, powinien koniecznie wybrać na miejsce lądowania Punta Cana, czyli ogromny hangar kryty trzciną. Zgodnie z radą przyjaciół zamieszkaliśmy w hotelu w zatoce Bavaro, przy plaży, wśród palm. Podziwialiśmy kolorowe kolibry, brązowe pelikany, czaple o niespotykanej rozpiętości skrzydeł. A w parku przy hotelu dostojnie spacerowały różowe flamingi - ich obraz najchętniej zabrałabym jako pamiątkę z wyspy.

Jednak mój obrazek jest chyba najpiękniejszy. Nie kupiłam go w sklepie z suwenirami, ale na plaży. Dwóch ciemnoskórych młodzieńców codziennie urządzało tu swoistą galerię malarską, zachęcając do kupna obrazków i prosząc, aby nabytku raczej nie pokazywać w hotelu (konkurencja!). Tutaj artyści malują to, co widzą: palmy, owoce, kwiaty (róże, hiacynty, anturium, tamaryszek) czy ptaki (flamingi i kolibry).

Moją akwarelkę wybrałam spośród kilkudziesięciu obrazków. Na pierwszym planie młoda uśmiechnięta Karaibka z koszem owoców w ręku głaszcze papugę, a jej towarzysz z siatką na ptaki próbuje złapać jednego z nich. A wokół dojrzałe melony, śnieżnobiałe kokosy, banany, czerwone arbuzy, granaty i jabłka. W tle wiązka trzciny cukrowej i kawałek błękitnego nieba.

Więc kiedy na naszym niebie nie widać słońca, patrzę na “moich Karaibów” i czuję się lepiej. Jest mi ciepło, wraca wspomnienie turkusowego oceanu i sympatycznych ludzi. Może uda mi się wrócić do tego raju?

gazeta.pl

Codziennie nowy ląd

Codziennie nowy ląd

Posted By: dmkkk | Edit Published in Internet, Usługi, Warto wiedzieć, Wczasy No Tags

10

maja

Statki wycieczkowe do portów i wysp przybijają zwykle o świcie. Ich pasażerowie codziennie mogą oglądać nowe widoki, poznawać nowe lądy, wsłuchiwać się w odgłosy tropikalnych lasów. Również w Polsce zaczyna się moda na rejsy luksusowymi cruseirami

Wśród czterdziestu polskich pasażerów, którzy popłynęli niedawno jednym z nich do portów Meksyku, Hondurasu i Belize, jedynie dwoje uczestniczyło wcześniej w takim rejsie.

– Większość osób z naszej grupy wiele razy spędzała wakacje za granicą, niektóre zwiedziły prawie cały świat. Ale rejs był dla nich czymś nowym – mów Karolina Kosińska ze specjalizującego się w turystyce morskiej i egzotycznej biura podróży Rudolf Travel.

Pamiętamy o „Batorym”

Rejsy na statkach wycieczkowych, dawniej dostępne jedynie dla nielicznych, stały się na świecie w ciągu ostatnich kilkunastu lat jednym z najpopularniejszych sposobów spędzania letnich i zimowych wakacji. Największymi ich amatorami są Niemcy, Francuzi i Hiszpanie. Prawdziwy boom zaczął się około dziesięciu lat temu, gdy liczba pasażerów wycieczkowych cruseirów wzrastała z roku na rok o 30 proc. W latach 1998 – 2002 przybyły też setki luksusowych jednostek. W tej chwili jest ich ponad 500, a licząc z mniejszymi statkami i jachtami – około tysiąca. Liczba armatorów specjalizujących się w żegludze wycieczkowej, licząc tylko największych, przekroczyła już 60. Do najbardziej znanych, nastawionych na podróżnych o średnich dochodach, należą Pullmantur, Norwegian Cruise Line, Costa, Carnival. Dla podróżnych o najwyższych wymaganiach przeznaczone są statki linii takich, jak Cunard czy Silversea. Ceny rejsów na nich zaczynają się od 5 – 6 tys. euro, a pasażerów obowiązuje bezwzględny zakaz wzajemnego fotografowania się. Wielka morska fala w światowej turystyce dotychczas nas omijała. Był to symbol niedostępnego dla zwykłego śmiertelnika luksusu. – Większości polskich turystów, zwłaszcza starszych, rejs statkiem wycieczkowym na morza południowe kojarzył się ze słynnymi, znanymi głównie z literatury wyprawami „Batorym” na Wyspy Kanaryjskie – ocenia prezes Rudolf Travel Barbara Plebankiewicz.

Taniej na Karaiby

Wyobrażenie to okazało się niezwykle żywotne nawet w czasach, gdy Polacy masowo ruszyli na wakacje za granicę. Armatorzy nie zwracali większej uwagi na polskich turystów. Niektórzy z nich mają wprawdzie w Polsce przedstawicielstwa, ale ceny wycieczek są w nich wyższe o 30, a czasem nawet 50 proc., niż oferowane np. przez biura podróży w Niemczech. Do tego klient musi z reguły sam zorganizować sobie przelot do portu, z którego wypływa statek. Jedynie nieliczne biura podróży starały się zachęcać turystów do wycieczek na dalekie morza. Biuro Marco Polo od prawie dwudziestu lat oferuje rejsy na różnych statkach i jachtach i w tym czasie zyskało niezbyt może liczną, ale wierną grupę klientów. Przed czterema laty rozszerzyło ofertę o podróże na wielkich wycieczkowcach. Cieszyły się one dotychczas umiarkowanym powodzeniem. Ale od początku tego roku liczba klientów wzrosła w porównaniu z ubiegłą zimą kilkakrotnie.

Od prawie roku działa w Warszawie biuro Rudolf Travel. Ta polska spółka specjalizującego się od lat w wycieczkach morskich niemieckiego biura Rudolf Reisen oferuje, podobnie jak w Niemczech, setki rejsów po morzach całego świata na statkach pięćdziesięciu armatorów. Można je kupić w pakietach obejmujących przelot po cenach nieodbiegających od cen zwykłych wycieczek do egzotycznych krajów. Na ośmiodniowy rejs na Morzu Karaibskim, z dodatkowymi noclegami w Miami, skąd wypływa statek, i przelotem możemy popłynąć już np. za ok. 4 tys. zł.

Nowoczesny statek wycieczkowy to wielki pływający hotel – zresztą podobnie jak hotelom przyznaje się im gwiazdki, z reguły cztery lub pięć – zabierający 1500 – 3500 pasażerów, na którym znajdziemy wszystko, co potrzebne, by spędzić komfortowe wakacje. Od basenów, saun, urządzeń spa i sal gimnastycznych po restauracje specjalizujące się w różnych kuchniach, bary, puby, kina i teatry. Dzieci – a płyną one z reguły za darmo – można oddać pod fachową opiekę, bez obawy, że będą się nudzić.

– Na statku zawsze coś się dzieje. Możemy uczestniczyć w dziesiątkach różnych imprez, z których największą jest gala z udziałem kapitana. Ale pomimo wielkiej liczby pasażerów ani na pokładach, ani w barach nie ma tłoku. Nie zdarzają się też nocne hałasy – zapewnia Karolina Kosińska. – Najwyżej trzeba liczyć się czasem z niewielkim kołysaniem.

Taksówka w każdym porcie

Wygody i atrakcje, z jakich można korzystać na statku, sprawiają, że część pasażerów w ogóle nie schodzi na ląd. Celują w tym zwłaszcza Amerykanie. Polacy na ogół ich nie naśladują. Większość z naszych turystów traktuje rejs jako okazję do poznania w ciągu zaledwie tygodnia czy dwóch kilku egzotycznych krajów. Zwykle w portach pierwsi schodzą ze statków i ostatni na nie wracają. Na pokładzie działa biuro podroży, oferujące kilkugodzinne wycieczki do najciekawszych miejsc w okolicy. Wiele osób woli jednak bliższy kontakt z odwiedzanymi krajami i organizuje sobie wypady na ląd na własną rękę. W każdym porcie na pasażerów wycieczkowców czekają taksówki i miejscowi przewodnicy. Wycieczkowce pływają po wszystkich wodach świata, głównie jednak po Morzu Karaibskim i Śródziemnym. Sezon na Karaibach to dla turystów z Europy okres od listopada do marca. Większość statków wypływa z Miami (co, niestety, oznacza dla Polaków konieczność uzyskania wizy amerykańskiej). Najkrótsze i na ogół najtańsze są rejsy na wschodnie Karaiby z postojami na Bahamach, St. Thomas, Dominikanie. Nieco dłuższe – na południe, do portów Barbados, San Lucia, Grenady, Curacao.

Wiosną część statków przepływa Atlantyk i dołącza do floty wycieczkowców pływających po Morzu Śródziemnym – z Barcelony, Nicei, Genui, Pireusu. Coraz więcej cruseirów pływa też po Morzu Północnym, np. do norweskich fiordów, i po Bałtyku. W tym roku pierwszy raz od czasów „Stefana Batorego” będzie można wsiąść na statek wycieczkowy w Gdyni.

rp.pl

Gdzie woda czysta, a życie proste

Gdzie woda czysta, a życie proste Moja ulubiona plaża leży w Meksyku. Dowiedziałam się o niej od koleżanki, która w rozmowie na temat tego kraju rzuciła nazwę: Ciakagła. Nie wiedziałam, jak się tę nazwę pisze, gdzie się to miejsce znajduje, jak tam dotrzeć. Wiedziałam tylko, że to plaża nad Pacyfikiem, na południu Meksyku.

Będąc w Ciudad de Mexico, odnalazłam na mapie i w przewodniku miejsce, które pasowało do opisu. Wynikało z niego, że leży w rezerwacie Chacahua, jednej z największych ostoi ptactwa w Mexico. Postanowiłam wybrać się nad Pacyfik po wizycie w Palenque i górzystym stanie Chapas. Dotarłam do Chacahua po kilkunastu godzinach podróży z San Cristobal de las Casas.

Najpierw autobusem do Puerto Escondido nad Pacyfikiem. Noc w rozkładanym fotelu minęła szybko. Pokonanie ostatnich 70 km zabrało trzy godziny. Najpierw jechałam rozklekotanym autobusem do Rio Grande. Moi towarzysze podróży w kapeluszach na głowach, z naręczami bananów na kolanach i z wrzeszczącymi kurami w klatkach opowiadali mi, jak cudnie się tutaj żyje.

W Rio Grande złapałam taxi colectivo, która zabiera tylu pasażerów i bagaży, ile kierowca zdoła upchać w samochodzie. Ściśnięta jak sardynka w puszcze dotarłam do Zapotalitos, małej wioski przy Laguna de Chacahua. Na brzegu kobiety sprawiały ogromne kolorowe ryby, a wnętrznościami karmiły krążące nad nimi pelikany. Kiedy zebrała się odpowiednia liczba pasażerów, łódź z motorem zabrała nas na drugi koniec laguny, gdzie wskoczyliśmy na zabytkowego pikapa. Po pół godzinie podskakiwania na wybojach i łykania kurzu znalazłam się wreszcie w wiosce Chacahua.

Z jednej strony szumiący Pacyfik, z drugiej porośnięta kaktusami pustynia. Między nimi plaża - bardzo szeroka, z czystym, białym, drobnym piaskiem. Słońce prażyło niemiłosiernie, piasek był tak gorący, że nie można było na nim stanąć gołą stopą. Woda w oceanie ciepła, w kolorach od intensywnie granatowego do słomianożółtego w zależności od pory dnia. Najprzyjemniej pływało się w lagunie, gdzie fale są mniejsze, a pływy nie tak silne jak w otwartym oceanie.

Miejsce odkryte zostało kilkanaście lat temu przez surferów. Miejscowi żyją w niewielkich domkach przy plaży lub nad laguną. Na lagunie znajduje się park narodowy, prawdziwy raj dla ptaków, występuje tu najwięcej ich gatunków w kraju.

Życie tutejszych ludzi jest proste -łowią ryby i owoce morza, zbierają spadające z drzew mango i kokosy. Potomkowie murzyńskich niewolników są otwarci i weseli. Od rana słuchają podrywającej do tańca muzyki i popijając zimne piwo, rozkoszują się pięknem swojego świata. Przyjezdnego natychmiast częstują rozweselającym skrętem. Nad laguną cały rok świeci słońce, a kiedy zdarzy się, że pada deszcz, jest ciepły i przyjemny.

W Chacahua wzdłuż plaży ustawione są drewniane wiaty pokryte palmowymi liśćmi. Można pod nimi zawiesić lub wynająć hamak. Na bardziej wybrednych turystów czekają cabanas -drewniane domki kryte palmowymi liśćmi. Za łazienkę służy baniak ze słodką wodą umieszczony na piasku. Obok wiat stoją garkuchnie i proste stoliki.

Wynajęcie hamaka kosztuje grosze. Ja nocowałam u Murzynki Berty. U niej nie płaci się za nocleg, lecz za jedzenie. To najlepsze rozwiązanie kwestii wyżywienia, bo w Chacahua jest wprawdzie minisklep, ale nie ma jak gotować. Poza tym jedzenie w Palapa de Berta jest znakomite i bardzo tanie. Wielki talerz smażonych krewetek z pieczonymi ziemniakami, sałatą, pomidorami i awokado kosztuje w przeliczeniu około15 zł.

Co można robić na plaży w Chacahua? Przede wszystkim się byczyć. Jeśli już komuś znudzi się bujanie w hamaku i popijanie zimnego mleczka ze świeżo przeciętego kokosa, może surfować, przyglądać się miejscowym łowiącym kraby i langusty, obserwować egzotyczne ptaki, spacerować kilometrami po wielkiej, pustej plaży. Można się też wybrać na przejażdżkę łodzią po lagunie (ok. 10 zł od osoby) lub pływać w oceanie, ale uprzedzam - woda ma tu temperaturę zupy.
Źródło : Rzeczpospolita

Fama Świnoujście

Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej to przede wszystkim potężne (największe w Europie) warsztaty artystyczne środowiska akademickiego (m.in. piosenkarskie, teatralne, plastyczne). W tym roku na Famę przyjedzie ponad 300 uczestników. - W pierwszym tygodniu będą prezentowali własne programy, które przywieźli, w następnym podzielą się już efektami pracy, jakie osiągnęli podczas wspólnej pracy na warsztatach artystycznych - mówi Bogusław Bojczuk, dyrektor artystyczny festiwalu. Fama Świnoujście

W tym roku FAMA wyjątkowo doceniła szczecińską kulturę studencką. W jej programie znalazła się prezentacja reaktywowanego Szczecińskiego Ośrodka Teatralnego “Kontrasty” - Wznowienie działalności znanego klubu studenckiego to fenomen, który chcemy pokazać - mówi Bogusław Bojczuk.

Na Famie zaśpiewa też Sklep z Ptasimi Piórami.

Na wszystkie festiwalowe imprezy wstęp jest bezpłatny - płatny będzie tylko na galę finałową. A FAMA kończy się 24 lipca.

Organizatorem jest Zrzeszenie Studentów Polskich.

Program Famy na dwa dni

Fama Świnoujście

Poniedziałek

godz. 19 - wieczór integracyjny (zespół A-TO-MY) - Klub Centrala

Wtorek

godz. 17 - wernisaż fotografii Andrzeja Ryfczyńskiego “35 lat FAMY w obiektywie” - Galeria Art przy MDK

godz. 18 - prezentacja Szczecińskiego Ośrodka Teatralnego “Kontrasty” - Teatr Prim “Iwona, księżniczka Burgunda”, Kabaret Dżazgi “Drewutnia”, Teatr Abanoia “Mateyko” - sala widowiskowa MDK

godz. 21 - wieczór klubowy - Klub Centrala

gazeta.pl

Cudzoziemcy kupują domy w Polsce tylko dla zysku?

Warszawa, Kraków i… Świnoujście - to miasta, w których cudzoziemcy kupili w zeszłym roku najwięcej mieszkań i lokali użytkowych.

To, że w stolicy cudzoziemcy inwestują najchętniej, dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem. Z najnowszego raportu MSWiA wynika, że w ich ręce trafiło tam przeszło 1,2 tys. lokali, czyli jedna trzecia wszystkich, które kupili cudzoziemcy w całym kraju. Niespodzianką nie jest też drugie miejsce Krakowa, którego walory turystyczne doceniło blisko 500 obcokrajowców, kupując tu przede wszystkim mieszkania, rzadziej lokale użytkowe (sklepy, usługowe czy biura). Co jednak zdecydowało o popularności Świnoujścia (182 transakcje), które wyprzedziło Gdańsk, Poznań i Wrocław?

Szef Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Pośredników Obrotu Nieruchomościami Wojciech Walasik nie ma wątpliwości, że największym atutem Świnoujścia jest bardzo atrakcyjne położenie (na wyspach). - Miasto ma połączenia promowe z Danią i Szwecją, a wkrótce ma być uruchomione połączenie kolejowe z Berlinem - zachwala działający tam pośrednik w obrocie nieruchomościami Krzysztof Szczygieł. Twierdzi, że mieszkania w Świnoujściu kupują nie tylko Skandynawowie i Niemcy, ale także m.in. Amerykanie i Kanadyjczycy, którzy mieszkania i lokale użytkowe traktują jako lokatę kapitału. Według Szczygła mieszkania w atrakcyjnych rejonach kosztują przeciętnie 4-5 tys. zł za m kw. Jednak w nowych apartamentowcach, które wyrastają jak grzyby po deszczu, trzeba się liczyć z wydatkiem przeszło 10 tys. zł za metr.

W tym roku sytuacja może się jednak zmienić. Prezes firmy Reas Kazimierz Kirejczyk zauważa, że w ostatnich dwóch latach aktywność cudzoziemców na rynku mieszkaniowym była o wiele większa, niż wynika to z danych MSWiA. Sęk w tym, że zdecydowanie preferują oni mieszkania w nowych budynkach. A ponieważ ich budowa trwa zwykle około dwóch lat, to dopiero w tym i w przyszłym roku w statystykach MSWiA pojawi się boom inwestycyjny, którego szczyt przypadł na 2006 r. - Może to być nawet 8 tys. mieszkań - potwierdza prezes redNet Property Group Robert Chojnacki. Tylko jego firma pośredniczyła w zakupie przez cudzoziemców, głównie Brytyjczyków i Hiszpanów, ponad 2 tys. mieszkań w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, we Wrocławiu i w Łodzi. Do tej pory oddano do użytku ok. 400 z nich.

Kirejczyk nie wyklucza, że część mieszkań, w które inwestowali cudzoziemcy, nigdy nie trafi do statystyk. Dlaczego? Bo ci sprzedali je z zyskiem przed zakończeniem budowy. Chojnacki przyznaje, że postąpiła tak część inwestorów, głównie z Hiszpanii. Równocześnie twierdzi on jednak, że 85 proc. gotowych mieszkań należących do cudzoziemców trafiło na rynek najmu.

Zdaniem wiceprezesa redNet Property Group Michała Kosyrza dla inwestorów spekulacyjnych eldorado nad Wisłą już się skończyło, bo ceny mieszkań wyhamowały. Po 2009 r. najprawdopodobniej nie będzie więc już tak spektakularnych wzrostów liczby transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców. Przypomnijmy, że w 2003 r., a więc przed przystąpieniem Polski do UE, kupili oni tylko 703 mieszkania, a w 2007 r. - blisko 2,7 tys., czyli prawie cztery razy więcej! To jednak wciąż niewiele, jeśli wziąć pod uwagę, że firmy deweloperskie i spółdzielnie oddały do użytku blisko 54 tys. mieszkań.

Z rejestrów MSWiA, do których dane dostarczają notariusze i sądy prowadzące księgi wieczyste, wynika, że w 2007 r. w ręce cudzoziemców (głównie firm unijnych) trafiło ok. 346 ha gruntów rolnych i leśnych. Tu jednak Polska wynegocjowała okres ochronny, w którym UE zgodziła się na reglamentowanie obrotu gruntami rolnymi i leśnymi oraz tzw. drugimi domami. Zakup tych nieruchomości - poza paroma wyjątkami - wymaga zezwolenia MSWiA.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Cudzoziemcy kupują domy w Polsce tylko dla zysku?
Cudzoziemcy kupują domy w Polsce tylko dla zysku?

Na plażach staną “czarne punkty”

Do tablic informujących kierowców o czarnych punktach zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Podobne tablice staną też nad wodą.

Według policyjnych statystyk, w ubiegłym roku więcej osób utonęło na wodach śródlądowych niż nad morzem. Dlatego policja chce od maja postawić specjalne tablice w miejscach niebezpiecznych i tam gdzie zdarzyły się utonięcia.

Tablic będzie ponad 20. Staną na dzikich plażach, między innymi na Jeziorze Głębokim, a także nad morzem. W ubiegłym roku w Bałtyku utonęło 5 osób, a na pozostałych akwenach - 32.

Zastępca Komendanta Wojewódzkiego w Szczecinie, młodszy inspektor Jacek Fabisiak mówi, że znakowane będą miejsca, w których dochodziło do utonięć, bądź niebezpiecznych z racji wirów i ukształtowania dna.

Tablice będą żółte, z czarnym wizerunkiem tonącego człowieka.

onet.pl

Wczasy na działkach

Wczasy na działkach

Płoccy emeryci i renciści uroczyście rozpoczęli wczoraj 23. już turnus wczasów na działkach.

Naprawdę lubią tak spędzać czas. Co rano spotykają się w ogródkach przy Gwardii Ludowej, jedzą tam śniadanie, potem obiad i kolację. Ale przede wszystkim rozmawiają, odpoczywają wśród zieleni, grają w kraty. Są też ich ulubione zabawy taneczne, pogadanki. Wieczorem wszyscy wracają do domów. Wczasy takie organizuje Polski Związek Działkowców, w finansuje urząd miasta.

gazeta.pl

(0) Komentarze - “Wczasy na działkach”

Od 1 maja na trasie Trójmiasto - Półwysep Helski zaczną kursować tramwaje wodne

Na razie tylko w weekendy i święta, a od 21 czerwca do końca sierpnia będzie można nimi podróżować każdego dnia. Pierwszy tegoroczny tramwaj wodny wyruszy z Gdańska na Hel w czwartek o godz. 8.30, o godz. 9 zabierze podróżnych z Sopotu, a o godz. 9.30 wyruszy na Hel jednostka z Gdyni. Rejs z Gdańska na Hel kosztuje 16 zł, z Sopotu 12 zł, a z Gdyni na półwysep 10 zł. Natomiast kursy z Gdyni do Jastarni zostaną uruchomione 21 czerwca, wraz z początkiem wakacji.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

 

Od 1 maja na trasie Trójmiasto - Półwysep Helski zaczną kursować tramwaje wodne